Dodaj artykuł

Kliknij i dodaj artykuł.
3000 znaków pozostało
Dodaj pliki

Autor wpisu: Michał Ślusarczyk Freeride Academy

Strona www autora: freerideacademy.pl

Adres email autora: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Gdy zostałem poproszony o opisanie tatrzańskich zjazdów narciarskich na potrzebę tego artykułu w mojej głowie zaraz przewinęły się wspomnienia z przepięknych linii w okolicy Morskiego Oka, Pięciu Stawów czy Hali Gąsienicowej. Mina mi lekko zrzedła, kiedy dowiedziałem się że łakome kąski w Tatrach Wysokich zostały rozdysponowane, a dla mnie pozostały szeroko rozumiane Tatry Zachodnie...

Wstyd się przyznać, ale wpadłem w klasyczną pułapkę skojarzeń: piękna, trudna linia = strzeliste ściany wschodniej części Tatr. I tu przyszła chwila zastanowienia: czy najpopularniejsze zjazdy najwyższych partiach naszych gór są bezpiecznie dostępne niemal całą zimę? NIE. Czy są one możliwe do pokonania dla większości skiturowców? NIE. Czy możemy wycieczkę od parkingu do parkingu zrobić w pięć godzin? Raczej NIE. Dla odmiany, w przypadku wycieczki, którą chcę tutaj opisać wszystkie odpowiedzi na powyższe pytania są twierdzące.

Trasa prowadzi z parkingu na Siwej Polanie Doliną Chochołowską do Polany Trzydniówki, skąd poruszając się w bliskości czerwonego szlaku mamy na cel naszej wędrówki - Trzydniowiański Wierch (1758m n.p.m.) - około 860m podejścia. Podchodząc, mamy do pokonania około 8,5 km, z czego tylko ostatni odcinek (2,5km) jest dość stromy. Suche fakty nie wyglądają za ciekawie: ani daleko, ani wysoko, stromych i wąskich żlebów też nie ma. Gwarantuje jednak że ci, którzy wybiorą się na tę wycieczkę nie pożałują. Najlepszy czas na skiture w tym rejonie to zaraz po świeżym opadzie, kiedy w Wysokich Tatrach strach wynurzyć nos ze schroniska, wtedy rejon Kulawca staje się idealnym terenem narciarskich harców. Po krótkim zjeździe wierzchołka Trzydniowiańskiego w kierunku NNE niezbyt stromą granią, wpadamy w “przepyszny”, dość rzadki i stromy las w pobliżu czerwonego szlaku. Na dobrych narciarzy czekają ciasne wiraże na dużej prędkości z licznymi skokami przez wykroty i powalone drzewa. Dla mniej zaawansowanych spokojne skręty w pobliżu śladów podejściowych na z rzadka w tej okolicy rozjeżdżanym śniegu. Po około 2,5km pięknego szusowania trafiamy z powrotem do głównej osi Doliny Chochołowskiej, skąd w stylu naszej białej damy Justyny Kowalczyk krokiem biegowym w około 20min docieramy z powrotem do parkingu. Oczywiście to, że jedziemy stromym lasem nie zwalnia nas z obowiązku zachowania pełnej prewencji lawinowej. Co prawda nad linią naszego zjazdu nie ma dużych depozytów śniegu, ale teren jest na tyle stromy, że potencjalnie może coś stamtąd „wyjechać”. Kolejnym niebezpieczeństwem, tym razem natury prawnej, jest sytuacja gdy startując na zbocza Kulawca w ferworze jazdy oddalimy się zbytnio na zachód. Będziemy wtedy poruszać się pięknym, lecz zakazanym terenem Doliny Trzydniowiańskiej.

Podsumowując: niezbyt długa i nietrudna tura daję ogromne możliwości dla wielbicieli narciarstwa w wydaniu STEEP&DEEP, które w tym rejonie można bezpiecznie uprawiać przez większość zimy. Krótkie i stosunkowo łatwe podejście daje możliwości wykonania dwóch a nawet trzech zjazdów.